| Aktualności |
| Relacje |
25 czerwca (Polskie Radio II)
Magazyn Źródła, godz.12.00
Piątkowe Źródła poprowadzimy dla Państwa prosto z Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu. Bezpośrednia relacja, rozmowy z muzykami i organizatorami.
Jesteśmy na lewym brzegu Wisły, w Smólniku, kilkanaście kilometrów na południe od Włocławka. W ręku trzymamy kartkę z nazwiskiem człowieka, którego chcemy poznać. Z opowieści miejscowych ma to być profesor od muzyki przygrywający na skrzypcach kujawskiej kapeli ludowej. Skoro profesor i muzyk to może zna przyśpiewki, tańce lub inne elementy folkloru związane z zawodem plecionkarzy.
Podjeżdżamy pod dom, elegancką, świeżutko postawioną willę odróżniającą się od sąsiednich tym, że najprawdopodobniej została zaprojektowana przez architekta. W wąskiej ale długiej działce widać zalążki ogrodu, oraz dwa bardzo dobre auta w tym jedno terenowe.
Dzwonimy do domofonu. Na balkonie pojawia się jegomość z kapitańską, białą brodą. Macha do nas dając nam znak, abyśmy poczekali aż zejdzie.
Zostajemy zaproszeni do środka willi a właściwie do piwnicy, gdzie zamiast węgla czy składu rzeczy niepotrzebnych ale mogących się jeszcze przydać znajdujemy pomieszczenie urządzone w stylu gospody, kawiarni a może raczej tawerny. Na ścianach wiszą l instrumenty ludowe, bębny, skrzypki, kontrabas oraz drzeworyty o ludowej tematyce i stylistyce.
Całość dopełnia napis nad drzwiami głoszący, iż jesteśmy w „Piwnicy pod Cabanami”. A więc jesteśmy w miejscu gdzie gospodarze dzielą się swoją przestrzenią z mile widzianymi gośćmi i gdzie odbywają się próby zespołu ludowego.
Pan Wiesław rozpoczyna rozmowę: „Już mieliśmy drewniany dom, który nazywał się Cabanówka. Był przeznaczony do rozbiórki ale my wyremontowaliśmy go i ozdobiliśmy przedmiotami zbieranymi od ludzi po kujawskich wsiach. I mieliśmy też kosze, takie o jakie pytacie, z korzenia, ale tutaj, gdzie niedawno przeprowadziliśmy się nie mamy żadnego”
Po chwili dodaje: „Ale dobrze trafiliście bo bardzo sobie cenię osoby dokumentujące naszą kulturę, zwłaszcza te rzeczy które odchodzą w niepamięć. Ja pochodzę z drugiej strony Wisły, ze wsi Murzynowo, która częściowo została zatopiona po utworzeniu tamy we Włocławku. Tam wszyscy byli rybakami i umieli robić wiersze. Mogę wam narysować jak wyglądały wiklinowe pułapki na ryby.”
Podstawiamy kartkę i długopis a pan Wiesław rysuje dokładny, techniczny rysunek przedstawiający wierszę - wiklinową matnię na węgorze. Do tego dokłada szkic równie precyzyjnie nakreślony, wyjaśniający konstrukcję kotwicy, używanej do mocowania wierszy do dna rzeki. Wszystkie te elementy już wcześniej widzieliśmy - wierszę na węgorze wykonał dla nas pan Dominik z Benowa a dokładnie taką samą kotwicę jaka była na rysunku wiedzieliśmy u rybaka z toruńskiej Winnicy. Jednak nigdy nie wiedzieliśmy kogoś, kto tak fachowo rysuje i objaśnia budowę wierszy.
„Murzynowo to była wioska rybaków i właścieli statków, które pływały po Wiśle. U nas wszyscy żyli z Wisły i dzięki Wiśle. I każdy umiał robić wiersze. Koniecznie jedźcie zobaczyć Murzynowo. Spotkacie tam człowieka, który cały czas robi takie wiersze i rybaków stacjonujących przy smażalni ryb tuż nad Wisła. Skontaktujecie się z moim bratem Tomaszem, który was dalej poprowadzi. A teraz chodźcie na zewnątrz, to pokaże wam moją łodź, którą wybieram się razem z żoną na półroczny rejs po rzekach Europy”...
Krystian Pisowicz