| Aktualności |
| Relacje |
25 czerwca (Polskie Radio II)
Magazyn Źródła, godz.12.00
Piątkowe Źródła poprowadzimy dla Państwa prosto z Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu. Bezpośrednia relacja, rozmowy z muzykami i organizatorami.
Jesteśmy nad Wisłą - jak zawsze podczas naszej wyprawy. Tym razem na jej prawym brzegu kilkanaście kilometrów na północ od Płocka. Miejscowość Wykowo (nie mylić z Odwykowem) – zwana przez Niemców w przedwojennych czasach Wioską Złodziei – o czym poinformował nas miejscowy koszykarz - pan Wacław.
O panu Wacławie dowiedzieliśmy się ze sprawdzonego źródła najświeższych informacji etnograficznych – ze sklepiku pośrodku wsi, gdzie oprócz informacji o dwóch okolicznych koszykarzach zdobyliśmy również podstawowe narzędzia służące etnografowi do nawiązywania błyskawicznych i dobrych kontaktów – parę butelek miejscowego piwa.
Pan Wacław przywitał nas niezwykle ciepło, co kontrastowało z jego powierzchownością – niebieskie „dziary” na obu rękach – pamiątka po wojsku, twarz poorana bruzdami zdradzająca zarostem brak porannego golenia, papieros w ustach (dla odstraszania komarów), mocny, chropowaty głos i wielka postura zdradzająca silę i krzepkość tego niemłodego już człowieka.
Na jego podwórku spędziliśmy dwa dni obserwując wyplatanie dwóch koszy i słuchając barwnych opowieści: o tym jak łapówka z dwóch ryb złapanych przez jego dziadka uratowała go przed amputacją nóg gdy miał siedem lat; o tym, że jako młody uczeń, potrzebował pieniędzy na podręczniki i żeby zarobić poszedł nad Wisłę naciąć państwowej wikliny na koszyki, za co został złapany i osądzony z wyrokiem uniewinniającym z powodu niskiej szkodliwości czynu oraz trudnej sytuacji rodzinnej; o tym jak został nakryty na kłusownictwie ryb, gdy po raz pierwszy udał się na nielegalny połów na Wisłę, co skończyło się konfiskatą łódki, grzywną i wyrokiem pól roku pracy na rzecz gminy; o koledze z wojska, z którym podczas przepustki wybrał się na dyskotekę w Gliwicach, gdzie spotkała ich konfrontacja z miejscowymi a następnie konieczność ucieczki, z której żywy do koszarów wrócił tylko on i w końcu o tym jak zakochał się i przyniósł swoją żonę w koszyku do domu.
Wspomnienia malują się na twarzy i w oczach pana Wacława a jego palce niczym stalowe szydła i młoty przewlekają i ubijają kolejne wiązki wiklinowych witek, które w Wykowie nazywają rózgami.
Jeśli chodzi o poznanie technik wyplatania, spotyka nas tutaj prawdziwy rarytas. Pan Wacław pokazuje nam w jaki sposób wykonać Francuski rant. Jest to unikatowy, charakterystyczny dla okolicznych wiosek sposób przeplatania krawędzi przejścia od dna do ściany koszyka. Jest estetyczny i jednocześnie zabezpiecza dolną krawędź kosza chroniąc go przed przetarciem i powstawaniem dziur w dnie.
Francuski rant po raz pierwszy dostrzegliśmy po drugiej stronie Wisły w koszach pana Zygmunta z Troszyna Polskiego, który jednak nie mógł nam pokazać w jaki sposób go wykonać z powodu braku mokrej wikliny. On właśnie przekazał nam nazwę tego typu splotu, którą z kolei usłyszał od swojego ojca.
Francuski rant wykonuje się przez wetknięcie dodatkowych dwóch witek w dno przy końcu każdej spałki. Następnie przeplata się je między osnowami idąc do góry i tworząc w ten sposób pierwszą warstwę, którą pan Wacław nazwał podrantem.
Więcej szczególów na temat technik wyplatania znajdzie się w innym opracowaniu. Ładujemy na dach auta zakupione kosze i chowamy do skarbca wyproszone antyczne żelazo służące do ubijania wikliny podczas plecenia kosza.
Żegnamy uroczego pana Wacława, który do dziewczyn z projektu zwracał się per „Laluchna”, „Leleczko” lub „Jagódka”, jego żonę, pyciutkiego Yorka – Fabianka, który zawodowo przeganiał kury z podwórka, parę czarnych nieustannie czubiących się kotek i odjeżdżamy z odczuciem spotkania osoby prosto żyjącej, szczerej i jednocześnie niezwykłej
Krystian Pisowicz