Sobota, 4 lutego 2012 r. Andrzeja, Weroniki i Joanny
Wizyt na stronie: 278282 Wczoraj: 235 Dzisiaj: 70 Teraz: 6
W sieci »
punkt.jpg Gazeta Wyborcza
punkt.jpg Muzyka odnaleziona
punkt.jpg etnozapiski.blox.pl

W mediach

25 czerwca (Polskie Radio II)
Magazyn Źródła, godz.12.00
Piątkowe Źródła poprowadzimy dla Państwa prosto z Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu. Bezpośrednia relacja, rozmowy z muzykami i organizatorami.

Wykaz audycji radiowych »


Szczególnie polecamy

Najstarsze nagrania polskiem muzyki ludowej w internecie


Nasza sonda
Jak często odwiedzasz naszą stronę?
raz dziennie
więcej niż raz dziennie
raz w tygodniu
kilka razy w tygodniu
jestem tu pierwszy raz


Polecamy

Troszyn Polski

Troszyn Polski, fot. arch. Stowarzyszenie Serfenta
Troszyn Polski
fot. arch. Stowarzyszenie Serfenta

Eksplorujemy lewy brzeg Wisly pomiędzy Płockiem a Wyszogrodem. Mijamy Dobrzyków i kierujemy się na południowy wschód trzymając się blisko Wisły. Mamy niejasne informacje z drugiej ręki, że gdzieś tu było zagłębie plecionkarzy.

Okolica wydaje się do tego stworzona. Blisko wał wiślany, wierzby stroszące swoje maczugi i gdzieniegdzie rosnąca wiklina. Mijamy domy ogradzane płotami plecionymi z gałęzi. Nigdzie wcześniej nie spotkaliśmy takiego sposobu plecenia płotów. Długie gałęzie są przeplatane poziomo pomiędzy pionowo wbitymi tyczkami na wysokość mniej więcej jednego metra.

Sam sposób wyplatania płotów jest dla nas sygnałem, że zawitaliśmy do okolicy, która mogla kiedyś, a może i jeszcze dziś gości plecionkarzy.

Jadąc wzdłuż wału wiślanego nie możemy się oprzeć widokowi kilku chat przykrytych słomą - chaty pod strzechą - to prawdziwy rarytas. Cofamy auto i wysiadamy żeby zrobić zdjęcia.

Widzimy rodzinę pracującą w polu. Pytamy o plecionkarzy. "Jest taki jeden. Pracuje w przepompowni. 4 km stad." Jedziemy w pospiechu. Po 10 min jazdy widzimy budynek, który swoją brzydotą pasuje do przepompowni. Skręcamy w lewo i widzimy wyjeżdżające naprzeciw nam dwa auta. W pierwszym siedzi kobieta. Pytamy czy zna pana, który pracuje w przepompowni i równocześnie jest plecionkarzem. "A tak! To ten pan w tym aucie za mną. Kończymy pracę i jedziemy do domu."Podjeżdżamy do drugiego auta. "O, ja plotę ale nie mam czasu teraz. Jedźcie do innego we wsi, nawet lepiej wyplata niż ja. On wam wszystko powie."

Dostajemy namiar i nazwisko - Jedziemy do Troszyna Polskiego do pana Zygmunta.

---

Z bardzo zadbanego domu przez niezwykle uporządkowane podwórko podchodzi do nas wysoki, szczupły mężczyzna. Uśmiech zaskoczenia na twarzy, oczy pasjonata a może nawet fanatyka. Zamyka przed nami furtkę. Czyżby nie chciał nas jednak wpuścić? Wręcz przeciwnie. Podchodzi do bramy wjazdowej i otwiera ją na oścież żebyśmy mogli wjechać autem. Wygląda na niezwykle zaskoczonego i podekscytowanego ale nie możemy wyczytać z jego mowy ciała znaku tychże emocji - czy są na plus czy może na minus.

Wchodzimy do niecodziennie czystej pracowni. Jakby przygotowana na wizytę ministra rolnictwa. Naszym oczom ukazuje sie dwieście dużych koszy, idealnie zrobionych, o jednakowych rozmiarach, poukładanych w równiutkie stosiki. Pan Zygmunt energicznie gestykulując opowiada z pasją o swojej produkcji koszy ciągle jednak spoglądając na zegarek i patrząc nad naszymi głowami w dal skanując horyzont.

Czujemy, że z punktu widzenia naszych badań trafiliśmy do najwłaściwszego człowieka w okolicy ale nie wiemy jak długo uda nam się w takich warunkach podtrzymać konwersację. W końcu otwiera się i zbiera na szczere wyjaśnienie. "Proszę państwa, bo ja postawiłem na ogórki i co drugi dzień przyjeżdża handlarz i odbiera ode mnie te ogórki. Właśnie ma przyjechać ale się spóźnia. Jak go nie wypatrzę to stracę utarg. Ja bym mógł o koszach gadać z państwem do wieczora ale muszę wypatrywać handlarza. Ale może państwo za pół godzinki przyjda?"

Uff. Już wiemy o co chodzi. Nie zostaliśmy uznani za urząd skarbowy ani za świadków Jechowy tylko po prostu główne źródlo utrzymania rodziny - ogórki - muszą spotkać się dziś ze swoim odbiorcą, który się spóźnia wprowadzając pana Zygmunta i jego żonę w słuszną nerwowość. A może to jednak genialnie przemyślana wymówka, ktorą powinniśmy zrozumieć jako wyjątkowo subtelne wyproszenie nas?

Robimy sobie przerwe i jedziemy do najblizszego miasteczka - W auto wlewamy benzyne a w siebie wpychamy pizze.

---

Po dobrej godzinie wracamy do Troszyna Polskiego. Wjeżdżamy na podwórko. Widzimy niezadowolną godpodynię - nie widzimy gospodarza. Za chwilę przez bramę wjeżdża rower, na nim pan Zygmunt z kwaśna miną. "No nie przyjechał jeszcze! Nie wiadomo czy przyjedzie dzisiaj czy nie. Juź jest spóźniony dwie godziny."

Nerwowość udziela się i nam ale postanawiamy przeczekać ten trudny interpersonalnie moment. Nadal czujemy, ze lepiej żeby w tym momencie nas tu nie było. A jednak, przynosimy szczęście i dosłownie po minucie czekania pojawia się na horyzoncie samochód handlarza.

Pan Zygmunt wskakuje na rower i pędzi co sił do punktu w środku wsi gdzie w skrzyniach stoją przygotowane do odjazdu ogórki. Nie mijają dwie minuty i widzimy wracającego pana Zygmunta, jakże odmienionego, z uśmiechem na twarzy i rozpogodzonego. "No, Halinka, rób kawkę dla państwa. Siadamy i teraz państwu opowiem wszystko co wiem o koszykach i wyplataniu."

Krystian Pisowicz

Zobacz wcześniejsze wyprawy


Wyświetlono: 480 razy.
Zamieścił: Krzysztof Butryn 2009-11-03
Zmodyfikował: Krzysztof Butryn 2009-11-03
Start | O nas | Patronaty | Reklama | Pobierz |
KulturaLudowa.pl © 2008 - 2012 Stowarzyszenie Twórców Ludowych.
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody wydawcy jest zabronione.
Zrealizowano w ramach programu operacyjnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
projekt graficzny: GRAFKOM Janów Lubelski | realizacja projektu: Extreme Waves