| Aktualności |
| Relacje |
25 czerwca (Polskie Radio II)
Magazyn Źródła, godz.12.00
Piątkowe Źródła poprowadzimy dla Państwa prosto z Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu. Bezpośrednia relacja, rozmowy z muzykami i organizatorami.
Do Widlic docieramy przekonani, że gdzie jak gdzie, ale tu z pewnością poznamy mnóstwo plecionkarzy. Byliśmy tu już przecież wcześniej - mamy wstępne rozeznanie, poza tym kilka adresów od znajomych i namiary ze strony internetowej Stowarzyszenia Twórców Ludowych.
Kierujemy się pod pierwsze wskazane miejsce. Pan Józef na szczęście jest w domu i poświęci nam czas opowiadając historię swego plecionkarstwa związaną nieodłącznie z historią miejscowości. O dziejach Widlic i sąsiadującego z nimi Opalenia, dowiemy się szczegółowo jeszcze kilka dni później od Marka Kordowskiego, nauczyciela historii.
Tymczasem pan Józef pokaże nam swój warsztat, w którym trudni się - obecnie na małą skalę, kiedyś prowadził własną firmę - wiklinowym meblarstwem. Zachwycą nas precyzyjnie wykonane stoły, stoliczki, bujane fotele z wymyślnymi zakończeniami oraz techniczne mistrzostwo - nigdzie wcześniej i później już nie spotkana - stara maszyna do produkcji wiklinowych taśm, ciągle jeszcze sprawna i używana.
Obejrzymy także basen do moczarkowania i kocioł do gotowania, przyjrzymy się mechanicznemu korowaniu wikliny i zanotujemy mnóstwo lokalnych, gwarowych nazw związanych z plecionkarstwem. Umówimy się także na pokaz wyplatania przykładowego kociewskiego wyrobu sprzed lat - tzw. wiertlówki - a więc średniej wielkości kosza z okrągłym dnem, lekko rozchodzącymi się ściankami plecionymi techniką krzyżowo-żeberkową i pałąkiem.
Następnie droga prowadzi nas nad samą Wisłę, gdzie tuż pod samym wałem wiślanym mieszczą się stare sady owocowe i kilka znacznej wielkości gospodarstw. Całe rodziny pracują na polach, podczas gdy udajemy się wizytą do pana Franciszka Głowińskiego - ojca obecnego sołtysa wsi. Chcemy posłuchać starych opowieści o Widlicach, szczególnie tych, z wikliną w roli głównej, jako że wuj pana Franciszka - Bernard Głowiński, w okresie międzywojennym, prowadził tutaj z powodzeniem duży zakład koszykarski.
Odbywamy miłą pogawędkę o wsi i jej mieszkańcach, podczas gdy nasz rozmówca zasiada w wysłużonym fotelu samochodowym. Dowiadujemy się, że wyrabiano tu jeszcze do niedawna koszyki od zajków i jajków, a więc małe koszyczki na święconkę. Jeden stary koszyk trafia w nasze ręce, gdy okazuje się, że jest używany już tylko jako ozdoba. Przestraszeni zbliżającą się burzą, ruszamy z powrotem do wsi.
Zatrzymujemy się przy domu otoczonym plecionym płotem, który nie może nie zwrócić uwagi. Chwila rozmowy z gospodynią i okazuje się, że możemy zostać tu na noc. Szybko okazuje się, że trafiliśmy do plecionkarskiej rodziny. Jadwiga i Stefan Brzyccy prowadzili kilka lat temu firmę wikliniarską, o kontynuacji rodzinnych tradycji myśli dziś ich córka Maja. Uzupełniamy tutaj listę kociewskich nazw związanych z plecionkarstwem, co powszechnie śmieszy i dziwi naszych rozmówców. Oni są głupsie, nie wiedzą co to sztrypa.. - usłyszymy potem.
Jednak temat naszych badań - mimo tak bogatego źródła informacji - wcale nie okazuje się łatwy.
W większości zniechęceni ciężką, wyczerpującą , a przede wszystkim nie przynoszącą zysków fizyczną pracą z wikliną, mieszkańcy Widlic szukają innego źródła utrzymania. - Jakbyś gwizdnęła na palcach i krzyknęła: Przyjmuję do roboty wikliniarzy! - To byś miała zaledwie pół placu.
A przecież każdy umie tutaj pleść. Ludzie nie chcą takiej pracy. Te pieniądze nie są warte tej roboty. U Brzyckich zostajemy 2 dni, podczas których udaje nam się namówić rodzinę do wyplecenia małego krzesełka dla dziecka. Tylko tutaj zobaczymy wycinek tego meblarskiego fachu. Odwiedzając jeszcze później pana Józefa zorientujemy się, że istnieje ścisły podział, a nawet rywalizacja między Rudnikiem nad Sanem, gdzie powstają kosze, a Widlicami słynącymi właśnie z wiklinowych mebli. Wiertlówka wypleciona z korowanej amerykanki okazuje się być zgrabnym, upiększonym podwójnym splotem i przede wszystkim wytrzymałym koszem.
Można w nim nosić nawet dziewczynę! Teraz czas na Wiosła, malutkie wioseczki ukryte w lesie nieopodal Widlic, słynące kiedyś z małych koszyków na święconkę, klinkierków.
Paulina Adamska-Malesza