| Aktualności |
| Relacje |
O tegorocznym Festiwalu i jego początkach, a także o muzyce folkowej i
tradycyjnej z Agnieszką Matecką-Skrzypek, jedną z organizatorów Mikołajek
Folkowych, rozmawiała Oksana Graban.
Orkiestra Św. Mikołaja już od 20 lat organizuje w Lublinie festiwal Mikołajki Folkowe. Jak zrodziła się ta inicjatywa?
Kiedy Orkiestra Św. Mikołaja zaczynała koncertować, okazało się, że w zasadzie nie ma ku temu odpowiedniego miejsca. W tamtym okresie w Polsce istniało może 5, 6 zespołów folkowych i nie funkcjonowała dla nich osobna scena. Wtedy wśród studentów triumfy święciła piosenka turystyczna i na takie właśnie festiwale jeździliśmy. Jednak wszystkim co mogliśmy na nich zdobyć były wyróżnienia, gdyż nie mieściliśmy się w ramach żadnej kategorii. Nie mieliśmy gdzie grać, postanowiliśmy więc stworzyć sobie taką scenę do muzykowania i zorganizować festiwal, na którym zespoły folkowe czułyby się u siebie.
Wiemy jaka jest forma obecnego festiwalu. Jak wyglądały pierwsze edycje?
Na początku impreza obejmowała jeden dzień, jeden koncert połączony z pokazami filmowymi. Była znacznie mniej rozbudowana, aczkolwiek udało nam się zaprosić chyba wszystkie ówczesne zespoły folkowe z Polski, m.in. Kwartet Jorgi, Ognie Świętego Januarego, Varsovię Mantę. Festiwal zorganizowaliśmy w niecały miesiąc. Z roku na rok rozwijał się i rozbudowywał. Obecnie trwa 4 dni. W czasie tych dwudziestu lat Mikołajki miewały różne wcielenia. Pamiętam jedną edycję, podczas której koncerty odbywały się na Starówce. Przez 2 lata Mikołajkom towarzyszyła impreza Ukraina w Centrum Lublina. Festiwal przechodził metamorfozy, niejednokrotnie eksperymentowaliśmy na jego strukturze, badając lubelską publiczność. Efekt finalny, jakim jest każda kolejna edycja Mikołajków, jest wypadkową wyciągniętą z wizji dziesięciu osób wchodzących w skład "komitetu organizacyjnego.
W Polsce Mikołajki Folkowe są jednym z największych festiwali tego typu. Stworzyliście dla Lublinian mikołajkowe święto.
Jest to najstarszy stricte folkowy festiwal w Polsce i jeden z niewielu, które przetrwały próbę czasu. Drugi tak duży festiwal - Nowa Tradycja - odbywa się od ponad 10 lat w Warszawie. Niektóre cykliczne imprezy przestały istnieć w dobie kryzysu. W naszym przypadku niewygodny może być grudniowy termin, czyli pełnia zimy, a przecież większość imprez ma charakter plenerowy. Jednak dzięki takiej porze udaje nam się wytworzyć atmosferę folkowego święta, na którym gromadzi się publiczność.
Na mikołajkowej scenie można usłyszeć zespoły prezentujące muzyczne kolaże. Pojawiają się eksperymentalne połączenia muzyki tradycyjnej z punkiem, rockiem, a nawet hip-hopem. Jakie jest Pani zdanie o tego typu fuzjach muzycznych?
Rzeczywiście pojawiają się zespoły w ten sposób podchodzące do muzyki folk. Nie negujemy ich. Formacje takie należą jak najbardziej do nurtu folkowego. Jeśli tylko publiczność jest nimi zainteresowana, to dlaczego nie mielibyśmy pozwolić im zaprezentować się fanom folku?
A jaki jest Pani osobiste stanowisko co do konfrontacji 'folk - muzyka tradycyjna'? Czy opowiada się Pani za powrotem do muzyki stricte tradycyjnej?
Myślę, że muzyka tradycyjna w formie in crudo jest trudna do zaakceptowania dla współczesnego młodego słuchacza. Przy czym dziś nie w każdym wypadku możemy o niej mówić jak o muzyce ludowej. Muzyka rekonstruowana również jest już odcięta od swoich kontekstów kulturowych, od funkcji, które pełniła w dawnej kulturze wiejskiej, a więc w pewnym sensie jest już folkloryzmem. Wszyscy niestety jesteśmy folkowcami. Wierzę natomiast, że muzyk ludowy, który grał niegdyś, dysponował takim, a nie innym warsztatem, teraz także by go poszerzył, zmieniałby swoją muzykę, wprowadzając do niej różne zasłyszane nowinki. Kiedyś te zmiany następowały bardzo wolno. Teraz dzięki mediom, rozwojowi techniki zachodzą bardzo szybko. Przecież w latach '50, '60 wśród muzyków wiejskich pojawiały się instrumenty spoza kręgu muzyki ludowej. Zmieniał się także repertuar. Publiczność, także na wsi, wolała bawić się przy fokstrotach czy piosenkach w stylu "Walentyna twist". Muzycy ludowi, aby utrzymać rangę muzyka weselnego, musieli nauczyć się tego, w czym gustowała publiczność. W ten sposób muzyka siłą rzeczy musiała się przeobrazić.
Na Mikołajkach organizujecie odosobnioną przestrzeń dla muzyki tradycyjnej, to tzw. Scena pod schodami. Zdaje się, że w ostatnich latach zabrakło tej inicjatywy?
Nie ukrywam, że wiązało się to z chudymi latami festiwalu i ze względów finansowych formuła "Sceny pod schodami" nie zmieściła się w programie poprzednich 2 lat. Nie jest to główny nurt podczas Mikołajków i z pewnością nie cała publiczność jest zainteresowana słuchaniem takiej muzyki. "Scena pod schodami" stanowi raczej przypomnienie, że muzyka folkowa wywodzi się od muzyki tradycyjnej.
Podczas tegorocznej edycji muzycy tradycyjni wystąpią także w niedzielnym koncercie zatytułowanym "Lubelskie. Tradycja - Inspiracja - Kompozycja". Chcemy ukazać proces przekształcenia się muzyki tradycyjnej nie do formy popularnej, ale poważnej. To będzie zderzenie dwóch rodzajów wrażliwości.
Koncert ten nosi miano "koncertu specjalnego". To projekt przygotowany specjalnie z myślą o jubileuszu?
Koncert powstał specjalnie na tę okazję. Zaaranżował go Rafał Rozmus na potrzeby naszego festiwalu. Będzie to jeden z nielicznych akcentów jubileuszowych. Chcielibyśmy kontynuować tę ideę w następnych latach, ale uzależniamy to oczywiście od finansów. Myślimy o tym, aby powstały również interpretacje instrumentalnych utworów muzyki poważnej opartych na muzyce ludowej Lubelszczyzny. Okazuje się jednak, że powstało niewiele dzieł nawiązujących do muzyki instrumentalnej Lubelszczyzny. Kompozytorzy skupiali się głównie na dziełach rozpisywanych na chór. Jest to zrozumiałe, gdyż Lubelszczyzna jest znana właśnie z bogactwa pieśni ludowych.
Na festiwalu, jak co roku, pojawią się zespoły z innych krajów. Sporo będzie jednak polskich akcentów.
Będziemy gościć 7 zespołów zagranicznych. To więcej niż połowa występujących. Koncert niedzielny jest akcentem typowo polskim. Z polskich zespołów zagra również grupa Klezmaholics. No i oczywiście Scena pod schodami... Na początku istnienia festiwalu, kiedy na polskiej scenie królowały zespoły wykonujące muzykę celtycką i andyjską, starano się promować zespoły grające polską muzykę. Obecnie nie ma takiej potrzeby, gdyż rynek muzyczny jest bardzo różnorodny.
Oprócz koncertów w ramach Mikołajków Folkowych organizowane są również wystawy, spektakle, spotkania, prezentacje, warsztaty... Na tegorocznym festiwalu planowane są warsztaty pieczenia korowaja. Skąd taki pomysł?
Myślę, że to trudny warsztat, zobaczymy czy się uda. Mam nadzieję, że nie wyjdzie zakalec w tym cieście (śmiech). Studentki z Koła Etnolingwistów organizują te warsztaty w ramach grantu finansowanego m.in. przez Chatkę Żaka. Robią to w ramach badań nad pieczywem obrzędowym i wszystkim co go dotyczy - zarówno od strony językowej, wierzeniowej, jak też wykonawczej. Zwieńczeniem ich badań są warsztaty prowadzone przez panią, u której uczyły się piec korowaje.
Tradycyjnie w programie znalazł się konkurs "Scena otwarta". Jak długo istnieje? Czy wywodzą się z niego znani muzycy?
Myślę, że od 17 lat. W konkursie startowała np. Kapela ze Wsi Warszawa. Zaczynała tu swoją karierę Grupa Ovo czy zespół Michała Czachowskiego... Jest to szansa na zagranie przed profesjonalnym jury na profesjonalnej scenie. Są słuchacze, którzy przychodzą tylko na Scenę Otwartą, żeby zorientować się, co nowego w folku piszczy. Młodzi ludzie mają często ciekawe pomysły aranżacyjne, wygrzebują jakieś perełki muzyczne. Myślę, że konkurs jest ciekawą inicjatywą.
Wojciech Ossowski napisał, że Orkiestra Św. Mikołaja się nie starzeje. Wśród sobotnich koncertów planowany jest występ, promujący nową płytę. Cały czas działacie...
Orkiestra wystąpi tradycyjnie na Koncercie Głównym. Wydała 12 już płytę zatytułowaną "Drugi koncert". To druga z kolei płyta koncertowa. Nagrana została wiosną tego roku w Radiu Gdańsk. Na koncercie usłyszymy głównie materiał z tej płyty.
Co nowego można jeszcze zobaczyć w tym roku?
Na pewno koncert "Lubelskie...". Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się także na zorganizowanie warsztatów dla dzieci. Będą to zajęcia interdyscyplinarne, znajdzie się tam trochę tworzenia instrumentów, gry na instrumentach, trochę tańca, teatrzyku oraz zabawy opartej na kulturze tradycyjnej. Warsztaty pieczenia korowaja, o których wspominałam, również są eksperymentalnym wydarzeniem.
W latach 90. w Polsce miał miejsce boom na muzykę folkową. Wtedy folk znalazł rzeszę słuchaczy, później jednak jego popularność przygasła. Jak skomentowałaby Pani obecną sytuację folku na polskiej scenie muzycznej?
Zauważyłam, że muzyka folkowa w dalszym ciągu jest muzyką niszową, która w latach 90. przeżyła romans z muzyką popową. Tak było na przykład w przypadku Golec Orkiestry, Brathanków i innych. Obecnie wróciła do swojej niszy, w której dobrze się czuje. Nie można przewidzieć w jakim kierunku będzie się rozwijać. Wiele zależy od mediów. Problem dotyczy muzyki folkowej już na płaszczyźnie technicznej, dźwiękowej realizacji. Muzyka akustyczna to zupełnie inny rodzaj brzmienia, któremu trudno konkurować w mediach z muzyką popularną.
Dla Pani niewątpliwie muzyka tradycyjna jest ważnym odniesieniem w życiu. Skąd u Pani takie zainteresowania?
Muzyka ludowa wiąże się z moimi zainteresowaniami kulturą tradycyjną. Nie zajmuję się muzyką jako muzyk, ale jako kulturoznawca, folklorysta. Orkiestra Św. Mikołaja w ogóle wywodzi się od muzyki turystycznej. Wędrując po Beskidzie Niskim odkryliśmy folklor łemkowski. Pomyśleliśmy: "Skoro Łemkowie mieli swój folklor, to Polacy też powinni mieć jakiś". W taki sposób zajęliśmy się polską muzyką ludową. Odkrywając ją, staraliśmy się poznać kontekst, w którym istniała, a więc nie tylko zapis nutowy. Próbowaliśmy zrozumieć dlaczego wykonywano tę muzykę, jak ją interpretowano, w jakich sytuacjach ona istniała, co kryje się za symboliką słów pieśni.
Muzyka ludowa ma swoją magię...
Myślę, że ta magia staje się coraz mniej czytelna dla osób z zewnątrz. Młodemu człowiekowi trudno byłoby odnaleźć ją w wielu pieśniach. Dla ludzi dziś mieszkających na wsi, którym bliska jest kultura agrarna, te pieśni są jeszcze czytelne.
Dlaczego ludzie wracają do korzeni?
Być może dlatego, że są osadzeni w tej kulturze, otoczeni są jej dźwiękami. Tę muzykę łatwiej jest przyswajać, grać. Muzyka ludowa stwarza duże możliwości kreacji. Muzyk, odtwarzając dzieło kompozytora, interpretując zapisane nuty, musi trzymać się sztywnych reguł . Muzyka ludowa pozwala tworzyć własne aranżacje, a przy tym nie wymaga takiego warsztatu jak muzyka poważna. Osoby bez wykształcenia muzycznego są w stanie grać taką muzykę. Istotny jest również aspekt środowiskowy tej muzyki, jej siła łączenia ludzi, na festiwalach takich jak Mikołajki właśnie.