| Aktualności |

„Dzięki wytrwałości Alfredy Magdziakowej i wspaniałemu gronu mecenasów kultury spełniło się jedno z największych marzeń Autorki – mogła opublikować zapisane przez siebie wierzenia, zwyczaje, obrzędy, pieśni, przyśpiewki, przysłowia, porzekadła i przepowiednie dawnej wsi polskiej. Mogła również udostępnić w postaci druku opisy chłopskich prac, zatrudnień i ginących wiejskich rzemiosł, jak też utrwalić tradycyjną ludową mentalność i tryb życia, charakterystyczne przede wszystkim dla pierwszej połowy XX wieku, rodowo sięgające zaś wieku XIX.
Jest to materiał autentyczny, pozbawiony jakichkolwiek retuszów, zgromadzony w nadbużańskich wsiach południowo-wschodniej Lubelszczyzny i sąsiadującego z nimi przez Bug Wołynia. Chodzi tu o miejscowości z okolic Dubienki (Skryhiczyn, Zagórnik, Kol. Lipniki) i o wieś Bystraki na Wołyniu, z którymi Magdziakowa była związana rodzinnie” (ze Wstępu, s. 5) – takimi słowami Donat Niewiadomski wprowadza czytelnika w tematykę najnowszej publikacji Alfredy Magdziakowej, zbioru wspomnień Rok obrzędowy mojego regionu. Ginące obrzędy, zwyczaje, wierzenia i pieśni kresowej wsi polskiej z okolic Dubienki w południowo-wschodniej Lubelszczyźnie opublikowanego staraniem Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie w 2003 roku.
Autorka prezentowanej książki jest uznaną twórczynią ludową, również w wymiarze ogólnopolskim. Dobrze znają ją czytelnicy „Twórczości Ludowej”, na łamach której wielokrotnie już gościła, publikując swoje wiersze. Jej życie i tragiczne zdarzenia, których była świadkiem podczas II wojny światowej, dokładnie opisał we wspomnianym kwartalniku Stefan Aleksandrowicz (patrz: Droga do domu, „Twórczość Ludowa” 1989 nr 2 (11), s. 1–2 i 12–14). Alfreda Magdziakowa (z domu Kiciak) urodziła się w 1926 roku w Dubience w ówczesnym powiecie hrubieszowskim w rodzinie chłopskiej. Lata dzieciństwa i młodości spędziła w wołyńskiej wsi Bystraki (nieopodal Dubienki, po drugiej stronie Bugu). W 1940 roku Sowieci wywieźli jej rodzinę w głąb Wołynia, gdzie trzy lata później, podczas antypolskich „czystek etnicznych”, ukraińscy nacjonaliści zamordowali jej ojca i dwie siostry. Po 1944 roku pomieszkiwała w Dubience i pobliskim Zagórniku, a także w Dziekanowie w Hrubieszowskiem. W latach 50. przeniosła się wraz z mężem do Sitańca (Zamojskie), a w 2003 do Zamościa.
Jej talent literacki objawił się już w latach przedwojennych, zaś debiut przypadł na 1947 rok, kiedy w „Rycerzu Niepokalanej” opublikowała wiersz dziękczynny za urodzenie syna. A. Magdziakowa „jest autorką liryków, fraszek, satyr, utworów dla dzieci, prozy pamiętnikarskiej, opowiadań, podań, zapisów dokumentujących kulturę ludową, wykonuje również pisanki, wycinanki, zabawki choinkowe i pająki” (ze Wstępu, s. 6). Długo by wyliczać wszystkie dzienniki i czasopisma, w których zamieszczała swoje utwory – jest ich ponad siedemnaście, w tym ogólnopolskie (m.in. „Magazyn Literacki”, „Przyjaciółka”, „Zarzewie”), zaś antologii zawierających jej wiersze – ponad dwadzieścia (m.in. Antologia współczesnej poezji ludowej, oprac. J. Szczawiej, Warszawa 1972; Złote ziarna, oprac. J. Adamowski, Lublin 1985; Gdzie pył chlebowy słońca sięga, oprac. D. Niewiadomski, Lublin 2001). Poetka wydała osiem własnych tomików: Śpiewana tęsknota, oprac. S. Weremczuk, Lublin 1976; Na brzegu lasu, oprac. A. Śledziewski, Warszawa 1989; Liliowe dzwoneczki, oprac. M. H. Górska, Zamość 1992; Tęsknię za Wołyniem, oprac. W. Dębski, [b.m.w.] 1992; Roześmiany księżyc, Zamość 1996; Tęczowe krople rosy, oprac. D. Niewiadomski, Lublin 1996; To moja wołyńska sprawa, red. M. Sawicka, Opalenica 1996; W cieniu polnych grusz, red. M. Sawicka, [b.m.w.] 1996. Warto dodać, że ta członkini Stowarzyszenia Twórców Ludowych była wielokrotnie nagradzana – otrzymała m.in. Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki (1974), Nagrodę Artystyczną im. Jana Pocka (1980), Nagrodę im. Oskara Kolberga (2001).
Kiedy w 1977 roku Stowarzyszenie Twórców Ludowych ogłosiło konkurs „Rok obrzędowy w moich wspomnieniach”, A. Magdziakowa wysłała nań swoje zapisy obrzędów i zdobyła pierwsze miejsce. Po dwudziestu sześciu latach zbiór ten ujrzał światło dzienne w postaci prezentowanej publikacji, co – jak zostało już wspomniane na początku – było jednym z największych pragnień Autorki. O swoich relacjach sama pisze: „Dwie trzecie tego, co napisałam, działo się za mojej pamięci, dzieciństwa, młodości, w moim domu rodzinnym, wsi, okolicy, regionie. Resztę znam z opowiadań rodziców, dziadków i innych starszych osób z moich stron rodzinnych. [...] Wszystko, co opisałam (obrzędy, zwyczaje, prace, narzędzia itp.), jest mi znane, drogie, bliskie. Rosłam i żyłam z tym wszystkim, wśród tego, wykonywałam prace kobiety wiejskiej” (Od Autorki, s. 165). Taka perspektywa – uczestnictwa i obserwacji od wewnątrz, przez osobę wywodzącą się i należącą do społeczności, której zwyczaje opisuje, a ponadto świadomość ich wagi oraz dar lekkiego pióra pozwalający oddać i zatrzymać je słowem pisanym spowodowało, że wspomnienia A. Magdziakowej mają dużą wartość nie tylko jako prywatny literacki dokument, ale także praca utrwalająca bogaty materiał etnograficzny.
Publikacja składa się czterech większych działów poprzedzonych wstępem D. Niewiadomskiego, który dokonał też wyboru i opracowania zgromadzonego materiału. Całość uzupełniają zamieszczone na końcu wydawnictwa fotografie przedstawiające Autorkę, bliskie jej miejsca i osoby, sceny z prac gospodarskich oraz przykłady pisanek i wycinanek wykonywanych przez tę nadbużańską twórczynię.
Pierwszy z rozdziałów – Rok kościelno-ludowy (s. 9–48) – wypełniają szczegółowe opisy dorocznych praktyk towarzyszących zbiorowości wiejskiej, rozpoczynając od andrzejek, a na późnej jesieni kończąc. Jak zostało wyraźnie zaznaczone już w tytule rozdziału, rytm zachowań ludowych wyznacza kalendarz, ale są one wyraźnie zespolone z religią katolicką. A. Magdziakowa dokładnie i z pasją opisuje każdy rozpoczęty temat, pozwalając sobie przy okazji na interesujące dygresje, które w niczym nie zakłócają głównego wątku, za to pogłębiają go o dodatkowe wiadomości. Dla przykładu przy okazji wspominania adwentu czytelnik może się dowiedzieć, czym była i do czego służyła niecka. Adwent był to czasu postu, pokuty, chodzenia na poranne roraty do kościoła; w tym okresie długich wieczorów kobiety i dziewczęta zbierały się na wcinanie papierowych firanek, poza tym haftowano poszewki na poduszki, gospodarze wyplatali buty ze słomy, robiono zagaty, ci, którzy wcześniej nie zdążyli, młócili w stodołach cepami, tłuczono w stępach różnego rodzaju kasze, zaś... „Kobiety zaraz od ręki »pałały« (podrzucały specjalnym ruchem) w niecułkach takie kasze ze stępy czy żaren, oddzielając w ten sposób łuskę (plewy) z gryki lub prosa. Wypałane krupy przesiewano przez odpowiednio gęsty przetak albo sito, oddzielając mąkę. Niecki wydłubywano z jednego kloca. W ten sposób powstawała owalna duża miska (podobna do wanienki), z uchwytami po obu końcach. Niecki miały różną wielkość, były przydatne do wielu robót. W dużych kąpano dzieci, robiono przepierki. W mniejszych zagniatano ciasto, parzono prażuchę, moczono groch itd.” (s. 15).
Innym natomiast, okazjonalnym porządkiem rządzą się wydarzenia i święta rodzinne, czyli narodzenie dziecka, chrzciny, wesele, śmierć i pogrzeb przypomniane w drugim rozdziale – Wierzenia i obrzędy rodzinne (s. 49–61). Przy opisie każdego z tych etapów ludzkiego życia nie pominięto towarzyszących im wierzeń, na przykład: „Po porodzie matki przechowywały pępowinę do siódmego roku życia dziecka. Gdy szło do pierwszej klasy, dawano mu ją do rozmotania. Jeśli dziecko rozplątało swoją pępowinę, sądzono, że będzie rozwiązywało w szkole wszystkie zadania; a tym samym będzie się dobrze uczyć, będzie w życiu pojętne i mądre” (s. 51); „W trakcie ślubu, gdy młodzi klęczeli przed ołtarzem, sprytna panna młoda starała się dyskretnie zarzucić choćby rąbek welonu na nogi narzeczonego, żeby potem mieć nad nim przewagę” (s. 55); „W związku ze śmiercią mówiono: »Sowa w oknie siędzie, nieboszczyk w domu będzie« [...]. Sądzono też, że jeśli ktoś się powiesi, to będzie wiał silny wiatr, wprost wichura; nie będzie jednak deszczu. Tak bowiem diabli okazują zadowolenie, cieszą się, że zdobyli duszę do piekła” (s. 61). Najwięcej miejsca, spośród wszystkich obrzędów rodzinnych poświęcono weselu. Nie bez powodu. Jak wspomina A. Magdziakowa, jej ojciec, Jan Kiciak, ze względu na dar słowa mówionego często był zapraszany na okoliczne wesela jako starosta. W 1947 roku Autorka zapisała jedną z jego rymowanych przemów weselnych do pokłonu; warto ją w tym miejscu przytoczyć: „Teraz weselnicy / szykujcie się do pokłonu, / pora już odjeżdżać / do Bożego domu. / Kilimkiem przykrytą / ławę też stawiajcie, / od proga samego / chodniki połóżcie. / Obraz święty ze ściany / drużbowie zdejmujcie, / swaty – piękny bochen / chleba przygotujcie. / Prośmy rodzicieli / młodego i młodej, / by na ławie siedli / z obrazem i chlebem. / Przyprowadzą swacia / do pokłonu dziewczę, / ucałuje obraz, / chleb i wasze ręce. / Przyprowadzą druhny / i pana młodego, / klęknie, ucałuje / to, co panna jego. / Każde z nich po trzykroć / pokłoni się nisko, / w tym czasie muzyka / gra »Serdeczna Matko«. / Kochani rodzice / błogosławcie dzieci / z domostwa waszego / do domu Bożego” (s. 53–54). Pozostałe, warte utrwalenia opisy tego, czym wieś żyła dawniej na co dzień, a także zapamiętane przez Autorkę przysłowia, znalazły się w trzecim rozdziale – Praktyki, zwyczaje, wierzenia i przysłowia życia codziennego (s. 63–73), przejrzyście podzielonym na takie zagadnienia jak: dom i gospodarstwo; na pastwisku i w szkole; las w życiu wsi; Cyganie; kłótnie, spory i nieszczęścia. Na temat tego ostatniego zagadnienia napisano: „Zdarzały się na wsi pożary, niestety, najczęściej po żniwach, kiedy było pełno stert ze zbożem lub ze słomą po wymłotach. [...] W celu zapobieżeniu m.in. takim nieszczęściom istniał we wsiach zwyczaj nocnego stróżowania. Gospodarze stróżowali kolejno. Przekazywali sobie specjalną grubą pałę, wypolerowaną od rąk ludzkich, tzw. stróżówkę. Świtem, gdy gospodarz pełniący straż odchodził do domu, stawiał stróżówkę u drzwi gospodarza, na którego przypadała teraz kolej wartowania. Po żniwach to nawet dwu gospodarzy stróżowało, ponieważ stodoły stały pełne zboża, wszystko było suche, a ludzie przemęczeni pracą spali mocno” (s. 72).
Ostatni obszerny rozdział to Pieśni (s. 75–163), których zebrano 74. Jak nadmienia D. Niewiadomski, „Autorka zapisywała przeważnie słowa pieśni w pierwszych latach po II wojnie światowej, korzystając przy tym z pomocnej pamięci matki i babci Pauliny. Niektórych pieśni wyuczyła się jeszcze w szkole powszechnej w Bystrakach [...]. [Część] z utrwalonych przez Magdziakową pieśni pochodzi z innych regionów kraju, przywędrowały zaś do nadbużańskich stron wraz z przemieszczaniem się ludności. Jeszcze inne weszły do ludowego repertuaru z kręgu kultury popularnej i z pieśni żołnierskiej. W sumie słowa zarejestrowanych pieśni poświadczają występowanie tych tekstów w określonym czasie w nadbużańskiej przestrzeni kulturowej, wskazują również na ich warianty i inwarianty” (s. 7–8).
Prezentowany zbiór wspomnień należy uznać za niezwykle bogaty materiałowo, gdyż oprócz zapisów obrzędów dorocznych i rodzinnych wraz z towarzyszącymi im zachowaniami o głębokiej symbolice, autorka opisuje codzienne czynności, prace gospodarskie, a także panujące relacje społeczne, poza tym nie pomija aspektów kultury duchowej – pieśni, przysłów. Dzięki takiemu zakresowi tematycznemu praca A. Magdziakowej staje się obszerną panoramą dawnego życia mieszkańców nadbużańskich wsi okolic Dubienki.
Jak można dowiedzieć się ze Wstępu, autorka nie opublikowała jeszcze wszystkich swoich zapisów dokumentujących tradycyjną kulturę ludową – dużego zbioru przysłów, gawęd, opowieści. Pozostaje czekać, aż i one ukażą się drukiem, gdyż – jak twierdzi sama pisarka – „słowo mówione z wiatrem się rozwieje, a zapisane na długo zostaje”.
Agnieszka Kościuk (Twórczość Ludowa, nr 3-4, 2007)
Alfreda Magdziakowa, Rok obrzędowy mojego regionu. Ginące obrzędy, zwyczaje, wierzenia i pieśni kresowej wsi polskiej z okolic Dubienki w południowo-wschodniej Lubelszczyźnie, wybór, opracowanie i wstęp Donat Niewiadomski, Stowarzyszenie Twórców Ludowych, Lublin 2003.